Wszechświat – dzieło Boga, czy wielki wybuch?

Tak właściwie to wszyscy wiedzą jak to się stało. Ci co wierzą w Boga, wiedzą, że to Bóg stworzył wszechświat… w sześć dni. Zaś ci co nie wierzą w Boga, wiedzą, że wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Jednak co do jednego wszyscy się zgadzają. Przedtem nic nie było. Skoro ze wspólnego początku wysnuto tak rozbieżne przekonania. To ktoś z pewnością nie ma tu racji, a może wszyscy? Bo co takiego wybuchło jak nic nie było? Skąd wziął się Wielki Duch Święty (Bóg wszechświata)… z niczego? A skoro już był to po co mu wszechświat i ten cały z nim „kosmos?”
Może zatem warto posłuchać Pocieszyciela, co on słyszy?                                                          Argumentem wierzących, że to Bóg stworzył wszechświat, jest jego harmonia. Wszystko ma logiczny sens, tak jakby jedno istniało dla drugiego. Jest to ich sztandarowy dowód potwierdzający zapisy Pism, a może jednak nie?
Harmonia we wszechświecie to logiczny ciąg zdarzeń i ich zależności. Każde zdarzenie np. zderzenie się dwóch mikro cząsteczek powoduje nowe zależności. Większa cząsteczka z kolei jest powodem nowych zdarzeń, które znów są powodem nowych zależności i tak dalej. Tak więc każde następne zdarzenie wynika z poprzedniego, czyli wywodzi się z niego. Dlatego istnieje ciągłość – harmonia. Wbrew pozorom harmonia we wszechświecie nie jest pozbawiona błędu, a nawet mnóstwa błędów. Jednak chwilowe istnienie w tym wszystkim cywilizacji ludzkich, nie pozwala im ich dostrzec, a przynajmniej tych bardziej spektakularnych.
Wbrew pozorom „błędy gwiazd” nie przerywają harmonii wszechświata, lecz tworzą nową linię zdarzeń i wynikających z nich zależności. Zjawisko (prawo) zdarzeń i wynikających z nich zależności to postęp (rozwój) wszechświata. Jego najwyższą formą jest powstanie energii ożywionej, a z niej energii ożywionej myślącej. Zgodnie z harmonią we wszechświecie wyższa forma w rozwoju zawsze powstaje z niższej. W tym przypadku z materii ożywionej. Ożywioną energią myślącą jest Bóg i z racji prawa harmonii w rozwoju wszechświata powstał ostatni. Bo takie jest prawo fizyki wszechświata.
Bóg po prostu musiał powstać! Jak wszystko co we wszechświecie istnieje. A skoro już jest to nim włada, lecz jego moc dotyczy głównie energii ożywionej czyli ducha. Przez ducha może władać też materią ożywioną jak choćby człowiekiem.
„Wszystko przez nie się stało (Wielkiego Ducha Świętego, który przybył do Nieba), a bez niego nic się nie stało z tego co istnieje. W nim było życie, a życie było światłością ludzi (pierwotnych)„. 1. 3-4 Ew Jana.
To tyle co do boskiego stworzenia „wszechświata”, ale tego niebiańskiego wszechświata. Wniosek: Bóg to finał ewolucyjnego rozwoju materii we wszechświecie. A co z wielkim wybuchem?
Czy rzeczywiście nic przed powstaniem wszechświata, a właściwie prawszechświata nie było? Wbrew pozorom w bezgranicznej próżni były przynajmniej dwa absoluty: absolutne zimno i absolutna ciemność. Można by jeszcze dodać absolutny brak materii, ale tu pojawiają się wątpliwości. Skoro to nic materialne, zamieniło się w to coś co widzimy i czym jesteśmy.
Jednak w tej bezgranicznej otchłani, od czasu do czasu coś się działo. Na granicy absolutnego zera, następowały minimalne drgania temperatury. I chociaż zdarzenia takie powstawały raz na miliony lat. To w wyniku jednego z nich, nastąpiło połączenie się temperatury i ciemności. W coś co trudno czymkolwiek nazwać, a na pewno nie materią. To „coś”  z powodu super próżni, natychmiast „spuchło” (jak bańka mydlana) i rozsypało się na niesamowicie drobny pył. O wielkości cząsteczek nie porównywalnych z jakąkolwiek najmniejszą znaną nam cząsteczką. Wszystkie te cząsteczki miały zdolność pochłaniania i kumulowania w sobie temperatury i ciemności. Ich żywot to mikro części sekundy, w tak krótkim momencie zdążyły  „spuchnąć” i rozerwać się. Tym sposobem w otchłani, zaczęła powstawać chmura tego „czegoś.”  Z powodu braku jakiejkolwiek grawitacji te szybko rozpadające się mikro cząsteczki przyciągały się ku sobie. Tworząc swego rodzaju chmurę w otchłani.
Tak że po ok. miliardzie lat chmura była już sporych rozmiarów. Mogła już być wielkości Ziemi i ważyć nawet jeden kilogram. Jako całość była w bezruchu, lecz już z symboliczną grawitacją dośrodkową, która nie była jeszcze w stanie powodować łączenia się cząsteczek pomiędzy sobą. Mimo to pierwsze układy międzycząsteczkowe już powstawały w wyniku zderzeń cząsteczek, odrzucanych przez pękające mikro”bańki”. W wyniku rozpadu „baniek”: zderzeń ich odrzucanych cząsteczek i zwiększającego się systematycznie zagęszczenia chmury. Następował powolny, acz systematyczny wzrost temperatury, a szczególnie w jej wnętrzu.
Dało to początek powstaniu kolejnego po grawitacji samoistnego zjawiska. Powstał ruch wewnątrz chmury. Ogrzane cząsteczki zwiększały swą objętość i jako lżejsze zaczęły przemieszczać się na obrzeża chmury. Zaś schłodzone na obrzeżach jako mniejsze były już przyciągane przez słabą grawitację do wnętrza chmury. Ten niewielki na razie ruch, dał początek kolejnemu samoistnemu zjawisku.
Na ocierających się cząsteczkach zaczęły powstawać ładunki elektryczne. Po kolejnych miliardach lat, chmura urosła już do gigantycznych rozmiarów, o ogromnej masie i znacznym już zagęszczeniu. I chociaż w jej wnętrzu panowała wciąż ujemna temperatura to jej wartość mocno przybliżyła się do naszego umownego zera. Ruch w chmurze stawał się coraz silniejszy, a ładunek elektryczny coraz większy. W efekcie dochodziło do coraz bardziej gwałtownej wymiany cząsteczek ciepłych z zimnymi. Co doprowadziło do odrywania się z chmury, mniejszych ławic cząsteczek o takim samym ładunku elektrycznym. Oderwane ławice w wyniku grawitacji chmury były przyciągane z powrotem. Jednak w tym momencie zaczęło dziać się coś silniejszego od grawitacji chmury. Był to elektromagnetyzm . Chmura i oderwana łata były naładowane tym samym ładunkiem elektrycznym, skumulowanym na obrzeżach obu obiektów. Co powodowało odpychanie się, na razie elektromagnetyczne.
Wzajemne odpychanie się elektromagnetyczne łaty i oderwanej zeń chmury. Z jednoczesnym przyciąganiem się grawitacyjnym. Musiało spowodować, że łata zaczęła się obracać, wokół swego środka. Zaś chmura wciąż stała w miejscu.
Łaty o odmiennym ładunku elektrycznym, wchłaniane przez chmurę powodowały już pierwsze wyładowania elektryczne. Tak pojawiło się pierwsze światło w prawszechświecie. Światło miało jednak krótkotrwały charakter, dawało jednak miejscowy znaczny wzrost temperatury, który robił spore zamieszanie w chmurze. Jednak najważniejsze dla dalszego postępu działo się w oderwanej i obracającej się łacie.
Ruch obrotowy sprawiał, że z takich łat zaczęły tworzyć się wiry cząsteczek. Na ich obrzeżach przeciążenia były już tak wielkie, że mikro cząsteczki zaczęły łączyć się w cząsteczki większe, aż do powstania protonów i neutronów materii widzialnej. Chociaż jeszcze nie widocznej. Został stworzony pierwszy krok do powstania atomów materii widzialnej na razie 1:1 (jeden proton + jeden neutron). Czyli atomów wodoru, które szybko wraz z wzrastającymi przeciążeniami na obrzeżach wiru, zamieniały się w atomy o większej liczbie A.  W tym momencie powstało najbardziej fascynujące zjawisko w prawszechświecie. Narodziny stałego światła i naszego materialnego wszechświata. Oczywiście nie obyło się bez fajerwerków tyle, że termojądrowych. Wywołanych przez powstawanie i rozpad pierwszych atomów wodoru.
Tak we wszechświecie powstało pierwsze stałe źródło światła, trzeba przyznać, że dość późno, zaś wir materii stał się widoczny.
Natomiast macierzysta pierwotna chmura to wciąż zbiór „żarłocznych” cząsteczek, a nawet ich atomów, które już można nazwać antymaterią. Mających zdolność wchłaniania, już nie tylko temperatury i ciemności, ale wszystkiego co spotkają na swojej drodze. W początkowej fazie, gdy wirów wokół chmury było jeszcze niewiele. Ich silna grawitacja powodowała, że to one przełamywały elektromagnetyzm chmury i wpadały w nią. Powodowało to spektakularne i gwałtowne wchłanianie materii wiru, przez antymaterię chmury. Były to jak na tamte warunki gigantyczne wybuchy, gigantyczne rozbłyski światła, gigantyczny wzrost temperatury i radioaktywności rozpadającej się materii.
Jednak miało to i dobre strony; w ich efekcie na obrzeżach chmury pojawiało się mnóstwo nowych łat, wyrzucanych przez wybuchy, a w chmurze ciężar cząsteczek szybko wzrastał. Natomiast nowe wiry powstawały już z tych cięższych cząsteczek. Niektóre nowo powstające wiry zaczynały oddziaływać na siebie wzajemnie, łącząc się w układy, a nawet oddalały się od chmury. Zrywając z nią więzi grawitacyjne. Ich wzajemne oddziaływanie sprawiło, że ich ruch obrotowy stawał się jeszcze szybszy. Grawitacją zaś znacznie silniejsza, szczególnie w tych, które dodatkowo zaczęły krążyć wokół innych. Wówczas na obrzeżach wirów utworzyły się pierścienie ciężkości, gdzie na skutek sił tam panujących, powstawały atomy o coraz większej liczbie A.
Pierścień ciężkości wiru stworzył swoistą grawitację, która stała się podstawą wszelkiej grawitacji we wszechświecie. Na zewnątrz pierścienia była to grawitacja dośrodkowa, zaś wewnątrz odśrodkowa. Tak że środek leja wiru pozostawał pusty. Takie zjawisko grawitacyjne wraz z ruchem obrotowym wiru, stworzyło warunki do powstania w pierścieniu ciężkości gigantycznych przeciążeń. Tak, że wir zaczął wciągać do środka pierścienia (ku górze) swój lej, a całą jego zewnętrzną materię do pierścienia ciężkości. Zamieniając się w dysk, a następnie w ognistą kulę. Teraz pierścień ciężkości przyjął formę kulistą i powoli zaczął przemieszczać się w kierunku środka kuli. Coraz bardziej zagęszczając, znajdującą się w niej materię.
W ten sposób niektóre z nich z czasem stały się kulami: gorącej  materii, inne pozostały  wciąż gazowymi. Zaczęły powstawać pierwsze galaktyki.
Taki był początek narodzin wszechświata z dziecka wszystkiego – prawszechświata. Sam prawszechświat zaś zginął ostatecznie, gdy antymateria niewyobrażalnie wielkiej już chmury. Na tyle się uśredniła, podczas wybuchowych reakcji z materią wpadających do niej wirów i kul, że powstały w niej protony i neutrony materii widzialnej. Wielkość chmury prawszechświata była tak duża, że istniejące wokół niej wiry, dyski i kule materii, a były to już gwiazdy i planety nowego wszechświata. Wyglądały jak odrobinki pyłu przy Drodze Mlecznej.
Pojawienie się protonów i neutronów w chmurze prawszechświata to początek jej końca. Powstający wodór doprowadził do gigantycznego wzrostu temperatury o kilka tysięcy stopni powyżej zera. W pewnym momencie doszło do reakcji jądrowej łańcuchowego rozpadu atomów wodoru. Chmura wybuchła jak gigantyczna bomba wodorowa i rozprysła się w otchłań. W postaci niezliczonych ognistych punkcików. Niszcząc przy okazji to co powstało z wszechświata do tej pory.
Prawszechświat umarł. Jego miejsce zajął jeszcze większy i wciąż rozchodzący się w otchłani materialny wszechświat. Uwikłany w swoje prawo zdarzeń i wynikających z nich zależności.

4 myśli na temat “Wszechświat – dzieło Boga, czy wielki wybuch?

      1. a co było przed zimnym i ciemnym i kto je stworzył? dlaczego było minimalne „drgnięcie”? nie dojdziemy.To tylko teoretyczne przesunięcia „początku” powstawania
        na rozum, który ma swoje granice, można przyjąć, że tak powstawała materia (najniższa wibracja?)
        rozum, to instrument, z tego co wiem. Instrument dla…..? prawdopodobnie rozumem nie pojmie się wszystkiego”

        Polubienie

      2. Ciemno i „zimno” oraz absolutna próżnia nie zostały stworzone przez nikogo. To wszechogarniająca jedność (przestrzeń?), nie ma granic i istnieje zawsze. Dopiero powstanie zalążków skupisk antymaterii dało w niej początek granicom skupisk materii. Największe znane skupisko materii to wszechświat, lecz moim zdaniem wszechświatów w bezgranicznej próżni jest więcej.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s