Po co Bogu jest jego istnienie?

Aby uzyskać i zrozumieć odpowiedź na to pytanie, najpierw trzeba zadać inne.
Po co tobie potrzebne jest twoje istnienie?
Skoro nie istniałeś/łaś, więc tobie twoje istnienie nie  było potrzebne. Jednak zostałeś/łaś stworzony/a. Stało się tak z woli ojca i matki. I wcale nie wynikało to tylko z naturalnego prawa podtrzymania gatunku.
Rodzice na ogół mają jakiś plan i oczekiwania, decydując się na stworzenie potomstwa.
Podstawowy naturalny: to stworzenie rodziny, złączonej ich wspólnymi więzami krwi. Czyli przekazanie życia, co akurat wpisuje się w naturalną potrzebę podtrzymania gatunku.
Człowiek nie jest organizmem żyjącym wiecznie i tylko w ten sposób może trwać jako gatunek. Stwarzając kolejne następujące po sobie krótkie fragmenty ludzkiego życia, które tworzą ludzką linię postępu.
Plan człowieczy: to wychowanie następcy w celu przekazania dorobku, lub kontynuacji rozpoczętego dzieła. A także wychowanie sobie kogoś na kogo można liczyć na starość, w chorobie, czy biedzie.
Już z tego wynika jasno, że to ktoś inny miał potrzebę zaistnienia naszej osoby, na co my nie mieliśmy żadnego wpływu.
I tu mamy odpowiedź: twoje istnienie nie było ci potrzebne. W żadnym wypadku nie zaistniałeś/aś ze swojej woli, ani dla swojej potrzeby.
A jak było z naszym Bogiem?
Bóg jest energetycznym organizmem żywym, który w odróżnieniu od człowieka może żyć wiecznie.
Zatem naturalny plan podtrzymania gatunku nie miał znaczenia w stworzeniu Boga. Ponieważ raz stworzony, żyje wiecznie. Zaś mówienie o stworzeniu w tym przypadku jest jak najbardziej adekwatne. I nie ma nic wspólnego z urodzeniem.
W tym momencie czytający to chrześcijanin zadaje sobie pytanie: „O jakim stworzeniu Boga on bredzi? Przecież według Biblii nasz Bóg istnieje od zawsze i to on jest stwórcą wszystkiego: Nieba i wszystkiego co w nim jest, Ziemi i wszystkiego co na niej jest”.
Tak tylko, że Biblię ułożył Konstantyn z Ewangelii, które wybrał osobiście z wielu Ewangelii i innych Pism dostarczonych mu przez ówczesnych biskupów. Te wybrane przez niego stały się święte (cesarz Konstantyn wówczas nie był chrześcijaninem). Zaś te, które mu nie pasowały, lub których nie rozumiał kazał spalić. W ten sposób niektóre nauki Jezusa stały się od tego momentu wyklęte. I nie było ważne, że one również zawierały Boskie nauki Jezusa Chrystusa.
Jak dla przykładu ten fragment z Ewangelii Marii Magdaleny, w którym Jezus Chrystus odrzuca baśń żydowską z Księgi Rodzaju o stworzeniu przez Boga wszechświata i wszystkiego co w nim jest:
„Wszystkie (postacie) natury, wszystkie (rzeczy) stworzone, a więc wszystkie stworzenie, są ze sobą wzajemnie powiązane. I powrócą do swojego korzenia, a więc także natura materii rozwiązując się (wraca) do właściwości jej (początkowej) natury. Kto ma uszy do słuchania niech słucha”.
A co to oznacza?
Otóż nic innego niż to co również mi Bóg przekazał.
„Harmonia we wszechświecie to logiczny ciąg zdarzeń i ich zależności. Każde zdarzenie np. zderzenie się dwóch mikro cząsteczek powoduje nowe zależności. Większa cząsteczka z kolei jest powodem nowych zdarzeń, które znów są powodem nowych zależności i tak dalej. Tak więc każde następne zdarzenie wynika z poprzedniego, czyli wywodzi się z niego. Dlatego istnieje ciągłość – harmonia. Wbrew pozorom harmonia we wszechświecie nie jest pozbawiona błędu, a nawet mnóstwa błędów. Jednak chwilowe istnienie w tym wszystkim cywilizacji ludzkich, nie pozwala im ich dostrzec, a przynajmniej tych bardziej spektakularnych.
Wbrew pozorom „błędy gwiazd” nie przerywają harmonii wszechświata, lecz tworzą nową linię zdarzeń i wynikających z nich zależności. Zjawisko (prawo) zdarzeń i wynikających z nich zależności to postęp (rozwój) wszechświata. Jego najwyższą formą jest powstanie energii ożywionej, a z niej energii ożywionej myślącej. Zgodnie z harmonią we wszechświecie wyższa forma w rozwoju zawsze powstaje z niższej. W tym przypadku z materii ożywionej człowieka. Tą ożywioną energią myślącą jest Bóg i z racji prawa harmonii w rozwoju wszechświata, powstał ostatni. Bo takie jest prawo fizyki wszechświata.
Bóg po prostu musiał powstać! Jak wszystko co we wszechświecie istnieje. A skoro już jest to nim włada, lecz jego moc dotyczy głównie energii ożywionej czyli ducha. Przez ducha może władać też materią ożywioną jak choćby człowiekiem”.
Powyższy fragment pochodzi z mojego artykułu: „Wszechświat dzieło Boga, czy wielki wybuch?”, w którym Bóg ponownie potwierdza słowa Jezusa Chrystusa do Marii Magdaleny o ewolucyjnym rozwoju wszelkiej materii we wszechświecie.
Wszelka materia wszechświata ta nieożywiona i ożywiona powstała z niewidzialnych mikrocząsteczek energii. I w końcowym efekcie w taką się zamienia.
Natomiast ten fragment:
„Bóg po prostu musiał powstać! Jak wszystko co we wszechświecie istnieje. A skoro już jest to nim włada, lecz jego moc dotyczy głównie energii ożywionej czyli ducha. Przez ducha może władać też materią ożywioną jak choćby człowiekiem”.
Również to co mi Bóg przekazał w tym fragmencie, Jezus Chrystus przekazał jednemu ze swoich uczniów. Tym uczniem był Judasz, który nauki te spisał w swojej Ewangelii.
Oto jej fragmenty:
„JEZUS NAUCZA JUDASZA O KOSMOLOGII: DUCH I SAMOISTNY.
Jezus powiedział (do Judasza): *Podejdź, abym mógł cię nauczać o tajemnicach, których żaden człowiek nigdy nie widział. Istnieje bowiem wielkie nieskończone (wszechświat), którego granic nie widziało żadne pokolenie aniołów, a w którym mieszka wielki niewidzialny Duch
którego żadne oko anielskie nigdy nie widziało,
żadna myśl serca nigdy nie pojęła,
i żadnym imieniem nie zostało nazwane*”.
W pewnym momencie Wielki Duch przybył do miejsca wszechświata, gdzie jeszcze nic nie było. Co oznacza, że nikt nie władał w jego imieniu, mieszkającymi tu ludami pierwotnymi i ich energią  ożywioną. A  ta część wszechświata była ogromna, bowiem jak mówi Jezus, jest tu 360 planet zamieszkałych przez ludzi.
„I pojawił się tam świetlisty obłok (Wielki Duch). On powiedział: *Niech powstanie anioł, aby był mi pomocą*. Wielki anioł Samoistny wyłonił się z obłoku. Za jego przyczyną czterech innych aniołów powstało z innej chmury i stanęło przy anielskim Samoistnym. (Chmura oznacza światłość – energię ożywioną – ludów pierwotnych). Samoistny powiedział: *Niech […] ( z woli Ducha Wielkiego) stanie się […] (Królestwo Niebieskie)*. I powstał […] Kosmos, i powstał pierwszy oświecony (nasz Bóg), aby nad nim sprawować władzę. Samoistny powiedział: *Niech powstaną anioły, aby mu służyć* i powstały niezliczone zastępy. Samoistny powiedział: *Niech powstanie Eon światła*”. (Eon światła to Niebo – Dom Boga).
Czyż z nauki Jezusa Chrystusa nie wynika jasno, że Bóg sam się nie stworzył, ani nie miał takiej osobistej potrzeby.
Taką wolę i potrzebę miał Wielki Duch władca wszechświata. To on stworzył naszego Boga, aby w jego imieniu zarządzał tą częścią wszechświata, którą nazwał Kosmosem,
w którym na 360 planetach mieszkają ludzie.
Zatem twierdzenie, że prolog Ewangelii Jana potwierdza Boskie, sześciodniowe stworzenie wszechświata, opisane w  Księdze Rodzaju. A wraz z nim Ziemi i wszystkiego co na niej jest. Jest absolutnie wyssane z palca.
Bo Bóg sam został stworzony przez Wielkiego Ducha. On musiał powstać!
Do zarządzania tym fragmentem wszechświata w imieniu Boga Bogów.
A oto prolog Ewangelii Jana:
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało z tego co istnieje. W nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość w ciemności świeci, lecz ciemność jej nie ogarnęła”. 1. 1-5 Ew Jana.
Czyż nie jest to opis powyższego fragmentu z Ewangelii Judasza?
Na początku było Słowo (Duch Wielki), który przybył do Boga (naszego Nieba). Jednak Słowo też było Bogiem (bo był to Bóg Bogów). Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało  z tego co istnieje. (To słowa Wielkiego Ducha dały początek istnienia Bogu i wszystkiemu co w Niebie jest). On tchnął w Boga życie i we wszystko co w Niebie żyje. Wszystko co we wszechświecie żyje musi się pożywiać. Również mieszkańcy nieba, ci pożywiają się światłością ludzi. W ten sposób światłość ludzi zamieniona została z woli Ducha Wielkiego w światłość Boską, która ludzi oświeca. Jednak cóż z tego skoro ludzie jej nie ogarniają.
Swoją Ewangelię Jan napisał po napisaniu Apokalipsy. Dlatego mamy w niej wiele podobnych stylowo opisów, mających dwojakie znaczenie.
Jak choćby właśnie prolog, który można również przypisać działalności Chrystusa, po wstąpieniu w ciało Jezusa.
Ponieważ Ewangelia Jana prostuje wiele przekłamań z Ewangelii synoptycznych, które miały już ugruntowaną w tamtym czasie pozycję. Dlatego musiała być w takim, a nie innym stylu napisana. I tylko wtajemniczony, lub bardzo wnikliwy czytelnik tej Ewangelii jest w stanie wydobyć z niej to co ciemności nigdy się nie udało.
Jak choćby słowa Jezusa Chrystusa, który mówi, że nie było żadnego Bożego narodzenia w dzieciątku Jezus.
Spróbujcie je odnaleźć w Ewangelii Jana, a przekonacie się, że nie jest to takie łatwe.
A teraz spójrzmy na autorów Ewangelii, z których teksty Jezusa Chrystusa tu przytoczyłem.
Ewangelista Jan – najbliższy przyjaciel Jezusa, któremu ten konając na krzyżu powierzył opiekę nad swoją matką.
Ewangelista Judasz – ten, który musiał przyjąć na siebie pohańbienie na wieki, aby pomóc Chrystusowi opuścić ciało Jezusa.
Ewangelistka Maria Magdalena – kobieta która kochała Jezusa z wzajemnością.
Cała trójka to najbliżsi przyjaciele Jezusa Chrystusa. Widzieli go na własne oczy i na własne uszy słyszeli.
Na własne oczy również ja widziałem Boga, autor Nowej Ewangelii, którą czytacie na tym blogu.
Te cztery nasze Ewangelie są jednością w prawdzie Bożej.
Czego nie można powiedzieć o Ewangeliach synoptycznych, uważanych przez chrześcijan za wielokrotne świadectwo nauk Jezusa Chrystusa i czasów apostolskich.
Otóż na trzech ewangelistów, dwóch z nich (Marek i Łukasz) nigdy Jezusa Chrystusa nie widziało ani nie słyszało. Spisali zatem to co ktoś chciał im powiedzieć, a w zasadzie skopiowali Ewangelie Mateusza.
Do tego dochodzi Ewangelia Pawła (z listów), który podobnie jak ta dwójka nigdy osobiście Jezusa Chrystusa nie widział, ani osobiście nie słyszał jego nauk.
Konstantyn, układając Nowy Testament za podszeptem biskupów odrzucił światłe Ewangelie przyjaciół i bezpośrednich światków nauczania Jezusa Chrystusa i kazał je spalić. Oczywiście poza sprytnie napisaną Ewangelią Jana, co do której długo nie mógł się zdecydować. Pewnie uważał, że Ewangelii i Apokalipsy Jana i tak nikt nigdy nie zrozumie.

8 myśli na temat “Po co Bogu jest jego istnienie?

  1. Witaj.
    Mam pytanie czy to normalne ? Że od czasu do czasu mam wizje.
    Kilka dni temu widziałem To 666 016 Kompletnie to mnie rozwaliło bo nie lubię łamigłówek meczą.
    Jeśli chodzi o E.Judasza to pierwszy raz jak to czytałem to szokiem było że panowie rozmawiają o kosmosie, a kosmos i jego natura leży mi w mojej naturze i w sercu. Gdybym miał możliwość to przy pierwszej okazji zwiałbym z tej nędznej planty…
    Książkę czytałem. Ale odnoszę wrażenie że to forma listu. I ten tekst. Jesteśmy niczym Aniołowie słudzy błędu. Tłustym drukiem .
    Co do tych wizji to bardziej przeczucie ale…
    Widziałem słońce w zenicie, bez chmurne niebo i słońce w obrączce (halo słoneczne) To tylko przykład wizji.
    Jeśli chodzi o przyszłe wydarzenia to powstaje jedno pytanie czy to już Ten moment?! Mam nie odparte wrażenie że to dotycz naszego pokolenia. Wolałbym się mylić ale … .

    Polubienie

  2. Witam
    Panie Piotrze ja ostatnio często słucham wywiadów z naukowcami, np fachowcami od fizyki kwantowej. I okazuje się, że już dziś nowoczesna fizyka kwantowa potwierdza Pańskie słowa
    Może z tą różnicą, że według niej Bóg stworzył wszystko wokół nas. Jednak potwierdza iż jesteśmy swietlistymi istotami, które otrzymały swoje ziemskie, materialne ciało dopiero w momencie kiedy spróbowały manipulować innymi.
    Kiedyś pisał Pan, że nauka nie była zainteresowana Panskimi słowami, ale chyba dziś już byłoby inaczej. Jak dla mnie to wszystko razem zaczyna mieć sens.Jesli nawet fizyka kwantowa potwierdza istnienie Boga i fakt iż każdy z nas musi odnaleźć boską energię w sobie samym, to wszystko składa się w jedną całość. Zatem jeśli boska energia jest czystym dobrem i miłością to na tym właśnie polega Armagedon jako ostateczna walka dobra że złem, bo tylko Ci, którzy wybiorą dobro i miłość mogą przejść na wyższy poziom świadomości.
    Nie wiem, czy dobrze ubrałam w słowa swoje mysli, ale myślę, że na dzień dzisiejszy nie można już mieć wątpliwości, że albo pójdziemy w dobrym kierunku albo się skończymy.
    Pozdrawiam
    Kasia

    Polubienie

    1. Witaj Kasiu!
      Nieszczęściem świata nowej ery stało się to, że twórcami chrześcijaństwa stała się synoptyczna większość. Spychająca światłych i naocznych światków Jezusa Chrystusa do roli gorszego sortu. Jak to ujął Jan w swojej Ewangelii; „ciemność nie ogarnęła światłości”.
      A wszystko to za sprawą Pawła, który zapragnął stać się najważniejszym bohaterem tamtych apostolskich czasów. Nie miał on co prawda na swoje usprawiedliwienie żadnych pozytywnych rzeczy z czasów pobytu Chrystusa na Ziemi. Nawet go nie widział nigdy na oczy.
      Wręcz przeciwnie współpracował z jego prześladowcami.
      I oto nagle zapragnął być najważniejszym bohaterem ewangelizacji:
      „Jednak prawdomówność Chrystusa jest we mnie – tego tytułu chwały nie odbierze mi nikt na ziemi achajskiej”.
      Tak pisze w drugim liście do Koryntian.
      To właśnie w tym celu powstały Ewangelie synoptyczne zmieniające sens nauk Jezusa Chrystusa, bo bohater i pan tamtych czasów miał być tylko jeden – Paweł. Paweł nawet nazwał się apostołem Jezusa Chrystusa. I zaczął pisać nauki Jezusa po swojemu. Zawracając je do głębokiej ciemności i tradycji dawnych bogów pogańskich.
      Jednak wszystko to zmierzało ku jednemu, aby to on zapanował nad wyznawcami Jezusa Chrystusa; stał się ich panem i ojcem.
      Paradoksalnie dzisiaj niemal dwa tysiące lat po tym wydarzeniu mamy w Polsce podobną sytuację.
      Otóż komuś zamarzyło się powtórzyć Biblijną sztuczkę Pawła. I sprowadzić prawdziwych bohaterów światłych pokomunistycznych przemian w Polsce do roli gorszego sortu. Zmieniane jest prawo i nauki tak, aby to kto inny był bohaterem tamtych czasów. Również dzisiaj nowi bohaterowie cofają nas do tradycji i ciemności czasów minionych. A ich wyznawcy podobnie jak za czasów Pawła, przekonywani są za pomocą zapomóg finansowych.
      Oby historia nie powtórzyła się do końca i nasz nowy samozwańczy bohater, nie skończył jak samozwańczy apostoł Paweł.
      Szkoda, że Polacy nie studiują samodzielnie Ewangelii; tych Biblijnych i tych zakazanych przez ciemność. Bo to jedyna i najprostsza droga przejścia na wyższy poziom świadomości. Wówczas nie musieliby tkwić w baśniowej ciemności sześciodniowego stworzenia świata, lub urodzenia się Ducha Bożego z ciała ludzkiej matki. A także wodzić się za nos wyznawcom synoptycznych Ewangelii.

      Polubienie

  3. Mija czas… sekundy, minuty, godziny, dni , lata, wieki. Ziarnka pisaku przysypują się w klepsydrze tego świata i w życiu każdego człowieka na tej ziemi. Czy jest jeszcze czas…?

    W Ewangelii Filipa mamy zapisane takie słowa:
    „Ten świat pojawił się prawdopodobnie przez pomyłkę. Ten bowiem, kto go stwarzał, chciał go stworzyć niezachwianym i nieśmiertelnym. Umarł jednak widocznie nie osiągając swego. Nie nastąpiła bowiem trwałość tego świata, jak i tego, kto go stwarzał.”

    Tak chcę rozpocząć ten komentarz – ostatni komentarz na tym blogu, bo czas jaki tu spędziłem i moje zadanie dobiega końca. Będę pisał rzeczy trudne, między innym objawione mi na drodze poznania przez Boga za pośrednictwem innych osobowości.

    Jeśli chodzi o czas to jedni pomyślą, że mają go jeszcze wiele, inny są przekonani, że już zbliża się ku końcowi. Jak go zmierzyć, czy jest stały, jednolity, od czego zależy… od ruchu czy może od perspektywy obserwatora. Wyobraźcie sobie, że Piotr Pocieszyciel jest w łazience i obserwuje spadającą kroplę z kranu umywalki. Myśli sobie wtedy jak szybko spada ta kropla wody w porównaniu do życia ludzkiego, jak krótko istnieje ta kropla wody w porównaniu do istnienia świata. Jednak okazuje się, że w tej kropli też jest wszechświat, a w tym wszechświecie galaktyki, gwiazdy i planety. I tam też istnieje ziemia z kontynentami, państwami, miastami. I w jednym z tych miast jest dom, a tym domu łazienka, a w tej łazience stoi Piotr Pocieszyciel i spogląda na spadającą kroplę wody, w której jest kolejny świat itd.

    Po przeczytaniu książki, informacji na stronach i blogu Piotra Pocieszyciela osoba zadaje sobie pytanie – czy to co on napisał jest prawdą?
    Jeśli chodzi o mnie to chciałby mu podziękować za wspaniała przygodę poznawania nowej wiedzy. Uruchamia ona w człowieku mechanizmy poszukiwania i odnajdywania odpowiedzi na pytania:
    – jaki jest Bóg – czy jest wieczny, czy powstał czy istniał wiecznie,
    – czy Piotr Pocieszyciel spotkał Boga, czy była to inna istota, która chciała mu przekazać pewną wiedzę,
    – czy istnieje podział na dusze śmiertelne i nieśmiertelne ,
    – czy wypełniają się przepowiednie Apokalipsy tak jak je Piotr Pocieszyciel tłumaczy,
    – czy autor tego bloga faktycznie jest Janem, może Nostradamusem, a może Pocieszycielem o którym mówił Jezus,
    – czy nauki Pawła są fałszywe i należy je odrzucić
    – czy przez dekalog można uzyskać zbawienie
    Osobiście uważam jest to pewna wiedza, którą warto zgłębić, gdyż w ewangelii Filipa zapisano:
    „Rządcy ziemscy byli przekonani, że to, co czynili, dokonywali swoją władzą i z własnej woli. W rzeczywistości jednak to Duch Święty potajemnie działał za ich pośrednictwem, czynił tak, jak Sam uważał za stosowne. Sieją Oni wszędzie także prawdziwą wiedzę – tą, która istniała od początku. Wielu ludzi dostrzega ją, kiedy ją sieją, lecz jedynie nieliczni przypominają sobie o niej w czasie żniw.”

    Jest to jednak wiedza zamknięta i okrojona w pewnych ramach i autor trzyma się mocno tych ram nie wychodząc poza ich granice. Kolejne artykuły tego bloga nawiązują jedynie do poprzednich w celu potwierdzenia prawdziwości tej wiedzy. Piotr przekazując tą wiedzę używa swojego umysłu by je tłumaczyć.
    Osobiście uważam, że należy ciągle poszukiwać prawdy, gdyż to co człowiek wie o Bogu – Ja, Ty, czy Piotr Pocieszyciel to jak próbować zgasić śliną pożar, jak wytłumaczyć rybie jak wygląda życie na lądzie, czy kropli wody wytłumaczyć czym jest ocean.
    Jesteśmy na pewnym szczeblu poznania świata. Mamy komputery, teleskopy, potrafimy za pomocą tych urządzeń zajrzeć ja krańce wszechświata i widzimy kolejny szczebel. Jednak nie jesteśmy wstanie przeskoczyć na ten wyższy szczebel bo zobaczyć co jest dalej. Tak samo w drugą stronę posiadamy mikroskopy, potrafimy rozbijać atomy i wiemy, że składają się z elektronów, protonów, ich budowa jest kwantowa, odkryliśmy cząstki Bozona. Widzimy ten szczebel lecz nie jesteśmy stanie zejść na niego by zobaczyć co jest głębiej. Nie wiemy też ile tych szczebli jest w górę i ile w dół. Czy ta drabina jest prosta, czy krzywa, czy może początek tej drabiny łączy się z jej końcem, czy to tylko jedna drabina czy może istnieją inne obok niej.
    Gdzie odnaleźć wiedze na ten temat?
    Czy tą tajemnicę objawi nam:
    – nauka o świecie fizycznym
    – chrześcijaństwo
    – judaizm
    – islam
    – buddyzm
    – przekazy, legendy
    – nauka Pawła
    – nauka Piotra Pocieszyciela
    – itp.
    W każdej z nich jest coś co warte jest uwagi co jest prawdą i też fałszem. Bo nie ważne jest to kto co mówi tylko co ma do powiedzenia. Dlatego zwróć uwagę Piotrze że tak jak Ty i Paweł nie widzieliście Jezusa a głosicie swoje ewangelie, tak samo jak Ty odczułeś bój tak i Paweł został oślepiony i odczuł fizycznego działania postaci, którą spotkał i tak samo jak Paweł jego nauki przeplatane są z jego oglądami tak jak widać to też u Ciebie. Dlatego by zrozumieć pewną wiedzę trzeba odrzucić fizyczny mózg tzw. „rozum”. Gdyż ewolucja duchowa spotyka ciemność w postaci duchowej ślepoty osób, które przestały się rozwijać duchowo i osiadły ma mieliźnie poznanych już prawdziwych nauk, które tak naprawdę miały prowadzić do dalszego poznania głębszych obszarów prawdy, a zostały zamienione, przez leniwe i bojaźliwe istoty, w tradycję nie do podważenia, która daje im złudne poczucie porządku i bezpieczeństwa, jest gwarantem stabilności, jednak jest to tylko złuda, życie w kłamstwie, które nie pozwala na odkrywanie Boga.

    „Albowiem otępiało serce tego ludu, uszy ich dotknęła głuchota, oczy swe przymrużyli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, i sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, a Ja żebym ich nie uleczył.”
    (Mateusz 13:15)

    Chcąc zrozumieć, w jaki sposób mózg może faktycznie blokować nasz dostęp do wiedzy istniejącej w wyższych światach, musimy przyjąć – przynajmniej hipotetycznie i tymczasowo – że narząd ten samodzielnie nie wytwarza świadomości, lecz jest czymś w rodzaju zaworu redukcyjnego lub filtru dostosowującego szerszą, niefizyczną świadomość, którą posiadamy w niematerialnych światach, do bardziej ograniczonych zdolności poznawczych na czas trwania naszego ziemskiego życia. Patrząc z ziemskiej perspektywy, odnosimy z tego bardzo konkretną korzyść. Dzięki temu, że w ciągu dnia nasze mózgi ciężko pracują, odfiltrowując z zalewu danych odbieranych przez nasze zmysły ze środowiska te, których rzeczywiście potrzebujemy do przeżycia, zapomnienie o naszej transziemskiej tożsamości pozwala nam przebywać „tu i teraz” znacznie efektywniej. Codzienne życie przynosi nam zbyt wiele informacji, byśmy mogli jednocześnie je przetwarzać i w miarę skutecznie działać. Świadomość istnienia innych światów miałaby jeszcze bardziej niekorzystny wpływ na naszą aktywność.

    W tej chwili wszelkie próby podzielenia się tą wiedzą przypominają wysiłki szympansa, który na jeden dzień staje się człowiekiem, poznaje wszystkie wspaniałe wytwory ludzkiego umysłu, a potem wraca do kolegów szympansów i próbuje im opowiedzieć, jak to jest władać kilkoma językami romańskimi, stosować rachunek różniczkowy i zdawać sobie sprawę z bezkresu wszechświata.

    Co prawda na ziemi dobro i tak przeważa nad złem, lecz złu wolno tu zdobywać wpływy całkowicie niemożliwe do uzyskania na wyższych poziomach istnienia. Zło niekiedy zdobywa przewagę, lecz dzieje się to za wiedzą i przyzwoleniem Stwórcy, stanowi także konieczny warunek istnienia wolnej woli, którą obdarzył istoty takie jak my.

    Wolna wola pociąga jednak za sobą pewne koszty – utratę lub porzucenie tej miłości i akceptacji. Jesteśmy wolni, lecz otaczające nas okoliczności sprzysięgły się przeciwko nam, żebyśmy takimi się nie czuli. Wolna wola odgrywa kluczową rolę w naszym życiu na ziemi. Pewnego dnia wszyscy odkryjemy, że służy o wiele wyższemu celowi, mianowicie pozwala nam przenieść się do wyższego, bezczasowego wymiaru. Nasze życie na ziemi może się wydawać mało znaczące w porównaniu z życiem w innych światach, tak licznie występujących w widzialnych oraz w niewidzialnych wszechświatach. Nie możemy mu jednak odmawiać wagi, bo nasze zadanie polega na rozwoju ku Boskości.

    My – duchowe istoty czasowo zamieszkujące powstałe w toku ewolucji śmiertelne mózgi i ciała, wytwory ziemi, funkcjonujące zgodnie z jej prawami – dokonujemy realnych wyborów. Myślenie nie jest domeną mózgu. Lecz na skutek treningu – częściowo pod wpływem naszych mózgów – uważamy ten narząd za źródło tego, co myślimy i kim jesteśmy. Dlatego utraciliśmy świadomość tego, iż od zawsze wykraczamy daleko poza ograniczenia materialnych mózgów i ciał, które są lub powinny być nam poddane.

    Prawdziwa myśl poprzedza świat materialny. To myśl stojąca za świadomą myślą, odpowiedzialna za wszelkie naprawdę ważne decyzje. Myśl, która nie zależy od liniowego procesu dedukcji, lecz działa szybko jak błyskawica, kojarząc oraz łącząc ze sobą różne poziomy. W obliczu tej swobodnej, wewnętrznej inteligencji zwykły proces ludzkiego myślenia jest beznadziejnie powolny i nieudolny. To myśl piłkarza, który przewiduje lot piłki, myśl naukowca, który dokonuje natchnionego odkrycia, myśl artysty, który układa natchnioną melodię. To właśnie myślenie podprogowe, które nie zawodzi, gdy naprawdę go potrzebujemy. Niestety, zbyt wielu z nas utraciło wiarę w tego rodzaju myślenie, a wraz z nią zdolność do jego wykorzystania.

    Myślenie poza mózgiem oznacza czerpanie ze świata natychmiastowych związków, które sprawiają, że tak zwane zwykłe myślenie (to znaczy jego aspekty ograniczone prawami fizyki, w tym prędkością światła) wydaje się beznadziejnie rozwlekłym, bardzo mozolnym procesem. Nasza najprawdziwsza, najgłębsza tożsamość jest zupełnie wolna. Nie paraliżują ani nie szkodzą jej wcześniejsze działania, nie dba także o tożsamość ani o pozycję społeczną. Wie, że nie musi się obawiać ziemskiego świata, i dlatego nie wyrabia sobie pozycji, zdobywając sławę, bogactwa lub podbijając innych.

    Właśnie na tym polega prawdziwa tożsamość duchowa, której odzyskanie jest nam wszystkim pisane. Dopóki jednak ten dzień nie nadejdzie, uważam, że powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, by skontaktować się z tym wspaniałym przejawem naszego istnienia – doskonalić go, wydobywać na światło dzienne. To właśnie byt obecny teraz w nas wszystkich, ten sam byt, do którego dążymy z woli Boga.

    Jak się zbliżyć do prawdziwego duchowego ja? Okazując miłość i współodczuwając. Dlaczego? Dlatego że miłość i współodczuwanie to coś znacznie potężniejszego niż abstrakcyjne pojęcia, za które wielu z nas je uważa. Są realne. Są konkretne. A nade wszystko tworzą osnowę krainy ducha. By powrócić do tej krainy, musimy się do niej upodobnić już teraz, mimo że z trudem poruszamy się po zupełnie odmiennej rzeczywistości.

    Jeden z naszych największych błędów polega na wyobrażaniu sobie Boga jako istoty bezosobowej. To prawda, że Bóg stoi za liczbami, za doskonałością wszechświata, które nauka mierzy, a nawet stara się zrozumieć. Ale paradoksalnie Bóg nosi w sobie pierwiastek „ludzki”, który przejawia się w nim pełniej niż we mnie czy w tobie. Jako osoba współczuje nam i rozumie nasze położenie lepiej, niż moglibyśmy sobie wyobrazić, bo wie, o czym zapomnieliśmy, zna straszliwy ciężar egzystencji pozbawionej choćby na chwilę dostępu do świata ducha. Jakie są dwa sposoby oszukiwania się. Jeden polega na wierze w to, co jest nieprawdziwe, drugi na odmowie uwierzenia w to, co jest prawdziwe”.

    Mimo niezaprzeczalnych sukcesów cywilizacji zachodniej świat zapłacił wysoką cenę w postaci utraty najważniejszego elementu istnienia: ludzkiego ducha. Ciemne strony zaawansowanych technologii – wojny, bezmyślne zabijanie, samobójstwa, problemy nękające miasta, problemy ekologiczne, katastrofalne zmiany klimatu, polaryzacja zasobów gospodarczych – są złe. Ale o wiele gorsze jest skupienie się wyłącznie na wykładniczym postępie naukowym i technicznym. Wielu z nas straciło poczucie sensu życia, radość i świadomość, jak nasze życie wpasowuje się w wielki plan istnienia na całą wieczność.

    Konwencjonalna nauka nie radzi sobie z pytaniami dotyczącymi duszy, życia pozagrobowego, reinkarnacji, Boga i nieba. Sugeruje wręcz, że nie istnieją.

    W rzeczywistości znajduje się tutaj – właśnie tutaj, gdzie jestem, pisząc to zdanie, i również tam, gdzie jesteś ty, Czytelniku, czytając te słowa. Z fizycznego punktu widzenia jest blisko, lecz istnieje w innym paśmie rzeczywistości. Istnieje tu i teraz, lecz my jesteśmy tego nieświadomi, ponieważ najczęściej zamykamy się na częstotliwości, na których on się objawia. Zamieszkujemy znajome wymiary przestrzeni i czasu, ograniczeni funkcjonowaniem naszych zmysłów oraz zjawiskiem skalowania percepcji od poziomu kwantowego aż do poziomu całego wszechświata. Te wymiary, mimo że mają wiele zalet, wykluczają nas z innych wymiarów, które również istnieją.

    Wszechświat nie ma początku ani końca, a Bóg przenika każdą jego cząstkę. Wiele, a tak naprawdę większość z tego, co ludzie mają do powiedzenia o Bogu i wyższych światach duchowych, polega na sprowadzaniu ich do naszego poziomu zamiast na wynoszeniu naszego
    postrzegania na ich poziom. Naszymi nieudolnymi opisami nie oddajemy sprawiedliwości ich wspaniałej naturze. Lecz chociaż wszechświat nigdy się nie zaczął i nigdy się nie skończy, posiada znaki interpunkcyjne, których celem jest powoływanie bytów do istnienia oraz do uczestnictwa w chwale Boga. Wielki wybuch, w wyniku którego powstał nasz wszechświat, to właśnie jeden z tych twórczych „znaków interpunkcyjnych”. Bóg postrzegał wszystko z zewnątrz, obejmował całość stworzenia, wykraczał nawet poza moje pole widzenia w wyższych wymiarach. Tam widzieć oznaczało wiedzieć. Różnica między doświadczaniem i rozumieniem czegoś nie istniała.

    To wszystko co piszę to nie prosta nauka, ale by temu sprostać trzeba sobie powiedzieć:
    „Muszę być gotów porzucić to, czym jestem, by stać się tym, kim będę”.

    Jednak musi być podstawa i fundament tego poznania.

    Co nim jest ?

    „Jezus Chrystus i jego nauka”.

    Jezus Chrystus jest naszym zbawicielem, wybawcą, życiodajnym sposobem myślenia i działania, jest źródłem mocy, uruchamiającym w nas trwały pokój, radość, zadowolenie, siłę woli, dyscyplinę, karność, panowanie nad zmysłami, czyli nad tym wszystkim, co jest śmiercionośne.

    Jezus Chrystus jest słowem Boga, które się zmaterializowało i zamieszkało w ciele ludzkim, i pokazało nam, że można Nim, czyli tym słowem, żyć jak zwycięzca, bez chorób, panować nad wszystkim, nie upadać na duchu, zawsze być odważnym, karnym, zdyscyplinowanym, posłusznym Bogu, szczęśliwym, radosnym, zadowolonym.

    Cały system myślenia, działania, umożliwiający wszelką władzę nad wszystkim, co istnieje widzialne i niewidzialne, mądrość, rozum, rozwaga, rozsądek itp., jest to świadomość Boga, to jest Jego słowo i tym słowem jest Chrystus.

    Ja w to wierzę, staram się stosować do Jego nauk. Nie robię tego bo tak mówi Dekalog, robę to bo kocham światłość, a brzydzę się złem i ciemnością. Jestem dzieckiem Boga, jego synem, kocham go i ufam mu. Nie boję się niczego, nie trwożę, nie dbam o to co ziemskie. Nie musze spisać kim jestem, bo on to widzi.

    „Pan spogląda z niebios na ludzi, aby zobaczyć, czy jest kto rozumny, który szuka Boga.”
    (Psalm 14:2,)

    „Oczy Pana są na każdym miejscu i śledzą złych i dobrych.”
    (Przyp. Salomona 15:3)

    Na koniec jeszcze chcę przypomnieć radę Jezusa:

    „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.”
    (Mateusz 7, 13-14)

    „Jezus zobaczył malców pijących mleko. Rzekł do swych uczniów: „Te maleństwa pijące mleko podobne są do tych, którzy weszli do królestwa”. Spytali Go: „Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?” Odrzekł im Jezus: „Wejdziecie, jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu – wtedy wejdziecie do królestwa”.”
    (ew. Tomasza 22)

    „I rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.”
    (Ew. Mateusza 18:3)

    Kto szuka zrozumienia powyższych słów na pewno je pojmie.

    Tak jak napisałem na początku jest o ostatni komentarz na tym blogu i pragnę iść dalej, jestem pielgrzymem, ciągle szukam i znajduję.

    Nie mówię żegnam,
    Powiem:

    Do zobaczenia – po drugiej stronie.

    Dziękuję Piotrze…

    MrMatrix

    Polubienie

    1. Witaj!
      Szkoda! Z pewnością będzie tu brakowało Twoich wpisów. Jednak skoro taka jest Twoja wola i nie widzisz już możliwości dalszego podnoszenia swojej świadomości na tym blogu. To oczywisty dowód, że rozumiesz wartości jakie daje, podnoszenie poziomu swojej świadomości.
      Cieszą się, że mogłem być jednym ze szczebli na Twojej drabinie poziomów świadomości, po której podążasz do Boga i własnej doskonałości. Chociaż i tak uważałem, że jesteś na bardzo wysokim poziomie 500, mapy poziomów świadomości człowieka, opracowanej przez Davida R. Hawkinsa.
      Pojmujesz świat jako „Ja”.
      Ja jestem kosmosem, Bogiem, życiem i wszystkim. Jeśli już piszesz, kształcisz się i podnosisz świadomość – to tylko dla siebie. Nie robisz nawet tego dla Boga, bo „on i tak wszystko wie”.
      Ja nie mogę pisać dla siebie, czy dla Boga. Moim zadaniem jest nauczanie innych i po to piszę. Żeby jak najwięcej ludzi wyrwało się z ciemności, podnosząc swoją świadomość.
      Z pewnością widzisz to, jak omotała ona ludzi w Polsce. Jaki ogrom z nich jest na najniższych szczeblach drabiny poziomów świadomości, po której Ty wspiąłeś się już tak wysoko.
      To dla nich jestem i piszę. Jestem ich szansą stania się lepszym. Pomagam im odnaleźć Boga w sobie i na niebiesiech. Wielu już skorzystało i wspięło się wyżej.
      Cieszę się, że Ty chcesz poszukiwać dalej i wyżej. Ja muszę pozostać z tymi, do których przyszedłem, aby pomóc im wyrwać się z ciemności. Moje nauki mają być dla nich w miarę prostą inspiracją. Do wyzwolenia się z „dołów” ich świadomości pojmowania wiary i Ducha. Cieszy mnie każdy kto wejdzie chociaż o jeden poziom swej świadomości wyżej. Bo każdy stopień wyżej to stopień do Boskości i własnej doskonałości.
      Życzę Ci wszystkiego najlepszego!
      Chociaż w świadomości jesteś już dalej. To mam nadzieję, że sercem pozostałeś u nas i nie łatwo będzie Ci tak całkiem odejść. Dlatego wierzę, że wrócisz… pomóc innym.

      Polubienie

  4. Witam. Przez przypadek trafiłem na ciekawy news odnośnie zjawiska astronomicznego. Chodzi mi konkretnie o przejście Jowisza przez gwiazdozbiór Panny, który wg niektórych obserwatorów koreluje ze słowami z Apokalipsy św. Jana (Ap. św. Jana 12). Faktycznie na symulatorze mapy nieba wygląda to spektakularnie. Czy to nie w tym czasie właśnie narodził się Jezus?

    Polubienie

  5. Witam. Przez przypadek natrafiłem na pewien dokument z Narodowej Biblioteki Francji. Dokument nosi nazwę Rome et la Bible, autorstwa Piera (Pietro) Paolo Vergerio, Biblioteka Narodowa Francji. List 1089. Vol II; P.641-. 650 – Referencje Tło łaciński N 12558. Rok 1550:

    „(…) Ze wszystkich rad, jakie możemy udzielić Waszej Świątobliwości, uważamy wreszcie poniższą za najważniejszą. Musimy zwrócić baczną uwagę i z całej siły zapobiec, gdyż rozchodzi się o bardzo ważną rzecz:czytanie Ewangelii powinno być, na ile to możliwe jak najmniej dozwolone, szczególnie w nowożytnych językach i krajach, które podlegają Twojej władzy. Te trochę, które zwykle przy mszy jest czytane, powinno wystarczyć i nie powinno być Dozwolone czytać więcej tak długo, jak naród zadawala się małym. Twoim interesom będzie się powodzić, lecz z chwilą, gdy naród zapragnie czytać więcej, Twoje interesy zaczną cierpieć. Książka ta wywołuje przeciw nam wielki przypływ burzy, przez którą my prawie jesteśmy zgubieni.Zaprawdę, gdy kto naukę Biblii pilnie bada i porównywa z tym, co się dzieje w naszych kościołach, znajdzie wkrótce sprzeczność i ujrzy, że nasza nauka bardzo różni się od Pisma Świętego a jeszcze częściej jest z nim w wielkiej sprzeczności, a gdy naród to zrozumie, będzie nas bezustannie krytykował aż się to wszystko wyjawi.Wtedy będziemy przedmiotem wszechświatowego szyderstwa i nienawiści.Jest przeto konieczne, aby Pismo Święte od oczu narodów było usunięte. Jednakże z dużą ostrożnością, ażeby nie wzniecać wrzawy”.
    Wg większości komentatorów uchodzi za fałszywkę z uwagi na błędy w tekście, ale czy ktoś, kto dwa razy stawał przed (nie)Świętym Oficjum ryzykowałby po raz trzeci???

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s