Czy rok 2020 to zły znak dla papieży Franciszka i Benedykta?

Od czasu ukrzyżowania Jezusa, noc z czwartego na piąty stycznia 1976 roku była najważniejszą nocą w dwutysięcznej historii wiary w Boga. Tej nocy Bóg spełnił zapowiedziane przez Syna Człowieczego biblijne proroctwo, przysłania na Ziemię Świętego Ducha prawdy. Tchnął go w ciało człowiecze i ożywił jako Pocieszyciela. Czym udowodnił mieszkańcom Ziemi swoje istnienie. Dziś mamy 44 rocznica tamtej nocy.
Z tej okazji postanowiłem przypomnieć wam jeszcze raz tamte wydarzenia i pokazać ich symbolikę dla Kościoła i papiestwa.
Uczęszczałem wówczas do Zaocznego Technikum Mechanicznego na kierunku obróbki skrawaniem. Wieczorem długo przygotowywałem się do egzaminu z obróbki kół zębatych. Była już za pięć dwunasta w nocy, kiedy odłożyłem wszystkie materiały i położyłem się spać. Nie minęło pięć minut, gdy zaczął ogarniać mnie dziwny paraliż. Zdążyłem jeszcze uświadomić sobie, że właśnie jest punktualnie godzina dwudziesta czwarta i po kilku sekundach byłem już całkowicie sparaliżowany. Nie mogłem poruszać rękoma, nogami ani otworzyć ust, tylko umysł pracował normalnie. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, jakby ktoś stanął mi na dłoniach, a leżałem wówczas na wznak z rękoma wzdłuż ciała i ukląkł na mojej klatce piersiowej. Jednocześnie poczułem silny ból w dłoni, przyciśniętej do poręczy łóżka. Chciałem wyszarpnąć rękę, lecz nie było to możliwe. Nie mogłem poruszać żadną częścią ciała, a ból w dłoni coraz bardziej się wzmagał. Równocześnie zdałem sobie sprawę, że oprócz mnie nikogo w mieszkaniu nie ma.
Po kilkukrotnej próbie uwolnienia rąk, zaczęły dziać się jeszcze dziwniejsze rzeczy. Moje metalowe łóżko, zaczęło przesuwać się po drewnianej podłodze w kierunku przeciwległej ściany. Przecież to niemożliwe pomyślałem, łóżko nie ma żadnych możliwości przesunięcia się nawet o centymetr. Gdyż o ścianę oparta była nocna szafka, a o nią łóżko, potem była druga szafka i moje łóżko. Więc jakim cudem przesuwało się w kierunku ściany? W dodatku słyszałem hałas, jaki metalowe nogi czyniły na drewnianej podłodze.
Wciąż jednak miałem całkowitą władzę nad umysłem i pomimo tak dziwnych zjawisk, nie czułem strachu. Postanowiłem więc otworzyć oczy i niech dzieje się, co chce. O dziwo powieki nie były sparaliżowane i zupełnie swobodnie otworzyły się. To co zobaczyłem dopiero wywołało wielkie moje zdziwienie, ujrzałem nad sobą postać.
W pierwszym odruchu pomyślałem, że to śmierć przyszła po mnie.
Była to postać mężczyzny o białych włosach i takiej samej brodzie. Biel włosów nie przypominała siwizny. Był to kolor raczej jasny – biały. Długie włosy opadały na ramiona i szeroka, jakby rozwichrzona broda. Jednak twarz, mimo, że postać wyglądała na długowieczną, była świeża, tchnąca życiem. Biło z niej bystre, przejrzyste spojrzenie i jednocześnie jakieś ojcowskie ciepło. To nie była twarz starca, mimo swej bieli włosów i zarostu. Ramiona miał rozłożone z otwartymi dłońmi. Tak jakby chciał mnie przywitać. Ubranie z całą pewnością było jednolite, luźne z luźnymi rękawami do samych nadgarstków. Coś na wzór sukmany, trochę przydużej. Właśnie te luźne, śnieżnobiałe szaty dodawały wdzięku owej postaci. Zaskoczyła mnie wielkość postaci. Czułem przecież, że klęczy na mnie, a mimo to sięgała prawie do sufitu. Jednocześnie moim oczom ukazała się tylko do połowy. Jaśniała wśród ciemności.
Natychmiast po otwarciu oczu, ucichł hałas przesuwającego się łóżka, a postać przemówiła do mnie.
Usłyszałem kilkakrotnie powtarzane słowo „siedemnaście”. Przy czym nie był to jakiś specyficzny głos. Wydał mi się zupełnie normalny. Słowa „siedemnaście” utwierdzały mnie w przekonaniu, że to właśnie śmierć, zatem koniec mojego żywota – pomyślałem. Próbowałem przeżegnać się na koniec, lecz w dalszym ciągu byłem sparaliżowany. Próba wyszarpnięcia lewej ręki, która najbardziej bolała, ponownie spełzła na niczym.
Postanowiłem wobec tego zamknąć oczy, bez cienia strachu zresztą, czekać aż śmierć zabierze mnie w zaświaty. Nie wiem, może to wszystko zbyt szybko się działo, ale nie bałem się umierać. Chciałem mieć to już za sobą.
Jednak źle oceniłem przybysza. Kiedy zamknąłem oczy, czekając na odejście z tego świata, łóżko ponownie zaczęło się przesuwać. Znów usłyszałem jego hałas.
Jednocześnie wpadła mi do głowy inna myśl. „Przecież ta śmierć nie ma kosy”. Teraz przyznaję, że była to myśl idiotyczna, uformowana z dziecięcych bajek. Ale w takim momencie z pewnością nikt by się nad tym nie zastanawiał. Ja wciąż byłem zupełnie świadom rozgrywającego się wydarzenia. Po chwili zrozumiałem, że to jednak nie śmierć, skoro nie ma kosy, lecz mój ojciec, który umarł trzynaście lat wcześniej.
Podczas wojny pewien francuski wróżbita w obozie koncentracyjnym w Niemczech, wywróżył mu z ręki, że przeżyje obóz i wróci do domu, tj. do Związku Radzieckiego. Następnie pojedzie na zachód do Polski i tam zginie po siedemnastu latach.
Chciałem zapytać „Ojcze, czego chcesz?” Jednak moje usta były w dalszym ciągu sparaliżowane. Zaś przesuwające się ponownie łóżko i jego hałas zaczęły pomału mnie przerażać. Wolałem już otworzyć oczy i patrzeć na ową postać.
Po ponownym otwarciu oczu, hałas przesuwającego się łóżka i tym razem ustał, a narastający strach minął. Jednak postać pozostawała w dalszym ciągu, a ja byłem wciąż unieruchomiony. To w tym momencie uświadomiłem sobie, że nie jest to również mój ojciec.
Teraz już zrozumiałem, że jest to postać z kosmosu, która myśli i mówi, chociaż jest pod postacią energii. I z niewiadomych mi powodów, odwiedziła mnie. Pokazuje swoją moc, a gdy mówi do mnie, to niewiele jest słów, gdyż po ponownym otwarci oczu, znów powtarza to samo słowo „siedemnaście”.
Utwierdziwszy się, że mam przed sobą najprawdziwszą istotę pozaziemską, postanowiłem jeszcze raz spróbować przeżegnać się. A on wciąż powtarzał ową liczbę, tak jakby chciał, abym jej nigdy nie zapomniał.
Na usilne próby przeżegnania się, paraliż zaczął stopniowo mnie opuszczać. Stało się to w chwili, gdy miałem już całkowitą pewność, że przede mną jest Bóg i mówi do mnie.
Najpierw udało mi się wyrwać lewą rękę, jakby uwolnioną spod ciężaru. Jeszcze na wpół nieruchomą przesunąłem do prawej i pomagając sobie lewą ręką, przeżegnałem się. Wówczas owa postać rozpłynęła się, a niemoc ustąpiła ze mnie.
Odmówiłem Ojcze Nasz i wstałem zaświecić światło.
Zegar wskazywał dziesięć minut po północy. Więc wszystko to trwało dziesięć minut, a mi wydawało się, że wieczność. Okropnie bolała mnie lewa dłoń, przyciśnięta uprzednio do łóżka.
Spróbowałem przypomnieć sobie z pamięci wzory na moduły kół zębatych, których uczyłem się przed piętnastoma minutami. Wszystko umiałem, a więc nie zwariowałem. Bo i taka myśl zaczęła chodzić mi po głowie.
Jednocześnie pomyślałem, że odwiedziny Boga mogły być ostrzeżeniem, na moją próbę napisania powieści o powstaniu Rodziny Boskiej i pojawieniu się ludzi na Ziemi. Przyrzekłem sobie wówczas, że już nigdy nie wrócę do jej pisania. W miejscu, gdzie najbardziej bolało, na małym palcu lewej ręki, naciąłem żyletką krzyż i krwią z tego krzyża napisałem: „Koniec z powieścią KIWI”, bo taki miała mieć tytuł. Miało to być potwierdzeniem dotrzymania mego przyrzeczenia.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie był to koniec, lecz początek niesamowitych, wręcz niewyobrażalnych wydarzeń, w jakich miałem uczestniczyć.
Lewa dłoń bolała mnie jeszcze przez kilka dni, bodajże tydzień. Myślałem, że mam złamany mały palec. Był to ból zadany mi przez Boga.
Rankiem moi sąsiedzi, którzy mieszkali pod moim pokojem, jak i nad nim, zapytani, czy słyszeli coś w nocy, byli bardzo zdziwieni. „Przecież była zupełna cisza” – stwierdzili. Miałem nadzieję, że słyszeli przesuwające się łóżko.
Gdy po powrocie gospodarzy, opowiedziałem im o odwiedzinach niezwykłego gościa, to bali się pozostawać sami w mieszkaniu. Oczywiście nie powiedziałem im o swoich przypuszczeniach, co do tożsamości gościa. Ja zaś nabierałem coraz większego przekonania, że ową postacią był Bóg.
Długo zastanawiałem się, dlaczego Bóg powiedział mi owe „siedemnaście” i dlaczego właśnie mi się ukazał. Przecież mógł zupełnie swobodnie ukazać się komuś z potężnej armii wyświęconych księży lub dla papieża. Dlaczego pokazał mi swoją moc, skoro mój ksiądz parafialny uważał mnie za bezbożnika. Chociaż muszę przyznać, że niewiele wierzyłem księżom. Jednak w głębi duszy zawsze wierzyłem w Boga i nigdy nie wyparłem się go. No, ale takich jest wielu na świecie.
Dopiero po wielu latach zrozumiałem, jak wiele powiedział mi Bóg, mówiąc tak niewiele. Zaś liczba siedemnaście miała przeogromne znaczenie. Chociaż początkowo myślałem, że jest to wyznaczona data mojej śmierci.
Od momentu pierwszego objawienia, czułem, że nastąpi ciąg dalszy i Boga jeszcze zobaczę. Postanowiłem sobie, że gdy tylko pojawi się ponownie zapytam go, co to wszystko dla mnie oznacza i o co w ogóle chodzi.
Stało się tak dwa lata później, nie zapamiętałem miesiąca, ale na pewno była to późna jesień 1978 roku. Tym razem wiedziałem już, że pytanie muszę zadać, zanim zostanę sparaliżowany.
Było około dwudziestej drugiej, gdy położyłem się spać, lecz nie zgasiłem jeszcze światła, ponieważ czekałem na żonę. Niemal natychmiast zaczął ogarniać mnie znajomy paraliż. Szybko otworzyłem oczy, a z zamkniętych drzwi zaczęła wyłaniać się identyczna postać jak za pierwszym razem. Tym razem cała widoczna w świetle świecącej się żarówki. Błyskawicznie wypowiedziałem słowa: „Czego chcesz?” Po tych słowach postać zaczęła się rozpływać i oddalać z powrotem za zamknięte drzwi, a paraliż mnie opuścił.
Zauważyłem, że im bardziej postać zbliżała się do mnie, tym bardziej mnie paraliżowało.
W odróżnieniu od pierwszego spotkania, widziałem jak w całej swej okazałości energetyczna postać przenika przez zamknięte drzwi.
Uznałem, że Bogu nie spodobało się moje zachowanie. Pozbawione szacunku i pokory, przecież wiedziałem już kim jest odwiedzająca mnie postać ze światłości. Myślałem, że przez to zachowanie nastąpi koniec mych fizycznych spotkań z Bogiem.
Jednak plan Boży był inny.
Było jeszcze pięć spotkań, ale już nigdy więcej Boga na oczy nie zobaczyłem, ponieważ dawka paraliżująca była za każdym razem tak duża, że nawet powiek nie mogłem otworzyć.
To drugie pojawienie się Boga jesienią 1978 roku, wbrew pozorom miało ogromne znaczenie. Od tego momentu każdy wybrany papież miał jakieś spektakularne wydarzenie związane z liczbą siedemnaście, którą to Bóg powtarzał mi podczas pierwszego objawienia. Na dodatek każdy kojarzony jest z liczbą dwa, jak dwa moje widzenia z Bogiem.
To własnie jesienią tego roku dwa lata po wstąpieniu we mnie Ducha prawdy, wybrany został na papieża Jan Paweł I: pierwszy w historii papiestwa papież dwojga imion. Otruty jeszcze tego samego roku, zmarł 28. 09. 1978 po 33 dniach posługi.
Kiedy dodamy sprowadzone do liczb pojedynczych: dzień, miesiąc i rok, spotka nas niezłe zaskoczenie. Dzień 28  (2+8 = 10, dodajemy dalej 1+0 = 1), miesiąc (9) = 9, rok (1+9+7+8 = 25, dodajemy dalej 2+5 = 7) i.. w sumie otrzymujemy liczbę „siedemnaście” tę, którą Bóg powtarzał przy pierwszym spotkaniu ze mną.
Następny wybrany papież Jan Paweł II, jest z kolei drugim w historii papieżem dwojga imion, ten jednak ma mocną dwójkę – bo podwójną (dwojga imion i jest drugi). Jednocześnie jak jego poprzednik ma swoją spektakularną „siedemnastkę”, to o tej godzinie dokonano na niego zamach. W pierwszej wersji były nawet dwie siedemnastki, bowiem media podawały, że zamach dokonano o godz, 17.17, jednak z czasem zmieniono na 17.19.
I kiedy wydawało się, że kolejnemu papieżowi Benedyktowi XVI uda się uniknąć tych dwóch liczb, spadły one na niego jak grom z jasnego nieba. A może rzeczywiście, bo właśnie wtedy uderzył grom z nieba w Bazylikę św. Piotra. Po siedmiu latach, dziesięciu miesiącach i dziewięciu dniach Benedykt XVI ustępuje z urzędu.
Kiedy dodamy liczby okresu jego pontyfikatu [7 + 10 (1+0) + 9 = 17], mamy trzeci kolejny pontyfikat naznaczony spektakularną „siedemnastką’. Na dodatek Benedykt XVI rozpoczyna okres dwóch jednocześnie żyjących w Watykanie papieży.
Benedykt XVI jeszcze żyje, a jego pontyfikat powinien trwać do jego śmierci, zatem Benedykt podzielił swój pontyfikat na dwie części. Pierwszą część sprawował on a drugą papież Franciszek.
Zatem papież Franciszek jest tym drugim papieżem urzędującym „na pontyfikacie Benedykta XVI”. Teraz mamy rok 2020 –  rok dwojga imion, w którym 22 listopada papież Franciszek odpracuje na urzędzie papieskim dokładnie swoją połowę pontyfikatu: 7 lat, dziesięć miesięcy i dziewięć dni. Czyli będzie mógł świętować swoją spektakularną „siedemnastkę”. Czy będzie dla niego szczęśliwa? Czy dla obu będzie szczęśliwa?
Zobaczymy.
Bowiem należy pamiętać, że nad wszystkimi wymienionymi tu czterema papieżami unosi się cień dwóch siedemnastek świadków Boga, którym nakazał on objawić światu koniec diabelskiego księstwa Szatana na Ziemi. Co oznacza koniec papiestwa oraz koniec papieskiego Kościoła:
– Pierwszy świadek to s. Łucja z Fatimy rok urodzenia 1907 (1+9+0+7) = 17
Jej pierwsze objawienie to rok 1916 (1+9+1+6) = 17
– Drugi świadek to ja Piotr Pocieszyciel, rok urodzenia 1952 (1+9+5+2) = 17, któremu Bóg właśnie tę liczbę objawił.

 

 

9 myśli na temat “Czy rok 2020 to zły znak dla papieży Franciszka i Benedykta?

  1. Witajcie! Pamiętam już wtedy mówiło się że papież został otruty. Możliwe że właśnie tak było.A przyczyną mogło być chęć ogłoszenia światu tego czego oczekiwał Bóg. Dlatego się go pozbyli. No ale możemy tak sobie gdybać. Myślę że prawda i tak wyjdzie na jaw. Natomiast prawdą jest że wszystkie religie są hamulcem rozwoju duchowego! Tam jest tylko przymus rytuałów, nakazów, zakazów, bezwzględnego poddaństwa i posłuszeństwa. Aby ci co tego od ciebie oczekują mogli żyć w rozkoszach tego świata. Są panowie i wy słudzy. Nie mający nic do gadania. Nawet pism nie możesz czytać i interpretować według swojego rozumowania. Bo stajesz się niebezpieczny dla nich i zagrożeniem dla ich rychłego końca panowania nad tobą. Bóg widzi to czego my nie dostrzegamy . Dlatego posłał nam ducha prawdy, abyśmy przejrzeli na oczy. I stali się wolnymi a nie niewolnikami w wierze w Boga. Bo on nie potrzebuje tych budowli, pieniędzy, ziemi.władzy nad nami. Bo dla Boga jesteśmy wolnymi ludźmi a nie zniewolonymi pod przykrywką jakiejś religii. I miłe jest Bogu jak wzrastamy duchowo!!!! Pomyślcie o tym! Pozdrawiam was serdecznie!!!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Im jestem starszy tym widzę jacy są ludzie… Jedni mądrzy wyciągają wnioski, sami szukają prawdy, inni całkowicie odwrotnie, leniwi głupi, dać im tylko jedzenie i picie oraz 500+, są także tacy co umieją się zachować w społeczeństwie a też tacy gdzie musisz trzymać nad nimi bata bo rozwalą wszystko, gwałty, kradzieże morderstwa i tu jest wiara wszelkiej maści aby trzymać na smyczy takich tumanów aby wszystkiego nie zniszczyli, a że jest ich wg mnie jakieś 85% populacji to niestety taka popularna jest wszelaka wiara aby trzymać kaganiec… zobaczcie wokół siebie jak mało jest ludzi, którzy samodzielnie myślą ? a ile przygłupów, którzy idą jak barany na rzeź, nawet nie próbują widzieć swoimi oczyma tylko patrzą na świat tak jak polityk czy ksiądz im powie… Jestem przerażony głupotą ludzką, nieraz mam myśli że przydał by się RESET dla ludzi wiem że to ogromna tragedia miliony na śmierć – przerażające ale z drugiej strony zabijamy tą planetę zwierzęta i samych siebie najczęściej dla zabawy, bogaci tego świata blokują wszystkie dobre rozwiązania religie nas gwałcą i okradają z resztą rządy podobnie. Pytanie co trzeba zrobić aby coś się zmieniło??? Reset czyli zagłada praktycznie człowieka? czy jakieś inne rozwiązanie? męczą mnie te pytania i jak słyszę że ma być zaraz ta III wojna to nie wiem czy siecieszyć że wkońcu? czy płakjać nad tragedią bo zapewnę zginę…
      Tutaj jużnie rządzi Bóg, polityk, król tylko i wyłącznie pieniądz. On daje władzę dla tych co go mająi szmaci tymi którzy go chcąmieć a niemają.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Witaj Piotrze czy udzielisz komentarza co do wirusa, którego moim zdaniem specjalnie wypuszczono w Chinach? Jak myślisz czy ktoś chce zdepopulizowac Planete? Wiem że to o czym piszę nie jest udowodnione ale też nie chce wierzyć mi się że spowodowały ta epidemie węże…

    Polubienie

    1. „Pierwszy wylał swą czaszę na ziemię. Wówczas wrzody złośliwe i bolesne okryły tych ludzi, którzy mieli na sobie znak bestii i którzy kłaniali się jej posągowi. Drugi wylał swą czaszę na morze. I stało się niczym krew umarłego, a wszelka żyjąca istota, która znajduje się w morzu zginęła”. 16. 2-3 Ap Jana.
      Czytając zawarte czaszach, Janowe opisy ostatnich zdarzeń na Ziemi, jakie wystąpią tuż przed likwidacją Kościoła. Musimy koniecznie uświadomić sobie jedną rzecz, otóż to, że Bóg wydarzenia z siedmiu czasz na Ziemi, pokazał Janowi w obrazach bez jakiegokolwiek komentarza. A wówczas zrozumiemy, dlaczego ich opisy są jak na dzisiejsze czasy mało precyzyjne. W obrazach tych zawarte są wydarzenia, które wstrząsną światem, a więc staną się głośne i wywołają powszechny strach, a nawet przerażenie oraz okażą się tragiczne w skutkach. I to one mają nam uświadomić, że jesteśmy już w trakcie procesu gniewu Bożego na odstępczym Kościele, którego efektem końcowym będzie likwidacja Kościoła. I nie ma tu znaczenia kto wyprodukował nowoczesnego wirusa, który ma niezwykle duże możliwości mutacji, wiele sposobów przenoszenia się i doskonałej adaptacji środowiskowej. Równie dobrze mogli go wytworzyć ludzie w laboratorium i wypuścić, albo przez nieuwagę lub nieposzanowanie zasad bezpieczeństwa wirus sam opuścił laboratorium. Z drugiej strony wirus mógł zmutować się sam, gdzieś na wysypisku śmieci. Gdzie mieszają się śmieci i odpady wyrzucane przez ludzi. Oczywiście łatwo tam znaleźć szczątki zwierząt, czyli doskonałą pożywkę dla wirusów i bakterii. Ocieplenie klimatu na Ziemi, sprawia, że wirusy mają na wysypiskach coraz doskonalsze warunki do życia i mutacji. Wyobraźmy sobie, że człowiek chory na wirusowe zapalenie płuc, pozbywa się śmieci zarażonych takim wirusem do kosza, a te lądują potem na wysypisku miejskim. I wcale nie można wykluczyć, że zdarzają się tam odpady ze szpitali. Tu wirusy w świetnym dla siebie środowisku krzyżują się pomiędzy sobą. A ponieważ światowe stosowanie antybiotyków, wymknęło się już dawno spod kontroli – szczególnie w weterynarii. To i uodparniają się na leki, których przecież pod dostatkiem jest w kurczakach czy mięsie świńskim. Do tego towarzystwa dochodzą wirusy i bakterie przyniesione przez zwierzęta: ssaki, ptaki i gady, które z przyjemnością korzystają z obfitego stołu wysypisk śmieci. Jednocześnie stają się one doskonałym środkiem transportu koronawirusów do środowisk ludzkich. Jednak nie tylko te zjadane zwierzęta mogą być przyczyną zarażeń. Mogą to być też ludzie, którzy przeczesują wysypiska, a nawet wody gruntowe w okolicy i rzeki, do których spływają zeń wody opadowe. Tak, że sugerowanie świadomego zarażenia przez naukowców, może okazać się bezpodstawne i krzywdzące. Chociaż niemal zawsze przy podobnych zjawiskach naukowcy pierwsi są pod ostrzałem, a nie np. węże, ptaki czy inna zwierzyna. A już na końcu bierzemy możliwość, że to my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za namnażanie się nowych wyspecjalizowanych i odpornych na leki mikrobów. A przecież to my stworzyliśmy im doskonałe do tego warunki w zatrutym przez nas środowisku. I to właśnie pokazuje Janowi Bóg w drugiej czaszy: morze stało się niczym krew umarłego. Jeśli Janowi przyszło opisać zatrucie środowiska planety w jednym zdaniu, to nie mógł określić tego lepiej. Jednak niech nikt przypadkiem nie myśli, że to Bóg wylał na nas te świństwa w czaszach. Siedem czasz to obrazy tego co będzie się dziać na Ziemi, gdy nadejdzie czas Bożego gniewu na Kościele. Są one ostrzeżeniem przed zjawiskami, które w tym czasie wystąpią oraz widzialnymi dowodami czasu. Spowodowanymi przez samych ludzi oraz uwarunkowania kosmiczne występujące tu na Ziemi jak i te występujące w kosmosie.

      Polubienie

      1. Dziękuję za komentarz . Masz rację zbyt surowo spojrzalem na naukowców w każdym bądź razie jeżeli Bóg zaczął wdrażać plan gniewu na nas to ja się bardzo cieszę, bliżej do upadku tego świata którego nie rozumiem. Nie jestem katolikiem nie chodzę do kościoła rozmawiam z Szefem :)już od bardzo dawna ( w sumie jak by nie było prosze go od prawie 10 lat żeby mnie stąd zabrał… ( nie nie jestem chory psychicznie i nie chce sie zabic) nienawidzę tego świata i nas ludzi, naszej pychy i egoizmu ciągle się zastanawiam po co robimy sobie taki burdel za przeproszeniem w naszym wspólnym domu. Ja żeby nie było nie twierdzę że jestem super wręcz przeciwnie świat mnie zepsuł oczywiście miałem wolną wolę.. dlatego mam bardzo wiele win na swoim sumieniu, nigdy nie rzucę pierwszy kamieniem…) Dlatego chce zeby mnie zabral jak najszybciej nie chce juz wiecej robic dziadostwa nikomu, ale nie nadal mnie tu trzyma… A skoro nadal mnie tu trzyma to Naprawde Piotrze chciałbym żeby już się to skończyło ta cała szopka – ludzie… paniska wielkie na włosciach, czy po prostu Jezus nie może do nas przyjść już i zrobić porządek z nami tak dosadnie, ja wiem co jest w piśmie znaczy chodzi o to że czytałem apokalipsę nie rozumiem co tam jest napisane tak całkiem do końca ale fajnie jakby Jezus załatwił to szybciej niż to opisuje Jan. Jestem znużony cała ta sytuacja, dla Boga pewnie też to nie jest proste no nic w każdym razie przepraszam że się tak rozpisalem ale czułem że muszę się tobie wygadać co mi leży na wątrobie. Pozdrawiam

        Polubienie

  3. Tak na szybko i cząstkowo. Fragment o tym, że pontyfikat Benedykta ciągle trwa bo „powinien trwać do jego śmierci” to manipulacja. Pontyfikat to okres sprawowania faktycznej, formalnej władzy w Kościele, a ta już do Benedykta nie należy. Pierwsze objawienie fatimskie nie miało miejsca w 1916 roku ale w 1917 roku (jest 17 ale widziana już inną metodą niż przy innych przykładach). Podczas paraliżu sennego u wielu osób mają miejsce niezwykłe historie i niejeden widział Boga, Jezusa, Enkiego, Lucyfera itd. itp.

    Polubienie

    1. 1. Pierwsze objawienie Anioła
      Zgodnie z relacją Łucji pierwsze objawienie Anioła miało miejsce wiosną lub latem 1916 roku, przed grotą przy wzgórzu Cabeço, w pobliżu Aljustrel. Miało następujący przebieg: Dzieci bawiły się przed grotą i nagle zerwał się silny wiatr. Wtedy ujrzały białe światło, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny. Postać zbliżała się w ich stronę stopniowo się materializując. Przybrała postać młodzieńca w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Młodzieniec poinformował dzieci, że jest Aniołem Pokoju i zaproponował wspólną modlitwę. Dzieci uklękły obok Anioła i powtarzały słowa jego modlitwy:

      „O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię”[19].

      Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów Anioł podniósł się i powiedział: „Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb”. Powiedziawszy to zniknął[20].

      Drugie objawienie Anioła
      Po raz drugi Anioł pojawił się latem 1916 roku, przy studni domu Łucji. Tym razem przedstawił się jako Anioł Portugalii. Zaapelował by dużo się modliły i ofiarowywały Bogu umartwienia w intencji nawrócenia grzeszników.

      „Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę”[21].

      Powiedział też: „Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie”.

      Trzecie objawienie Anioła
      Trzecie objawienie miało miejsce końcem lata i początkiem jesieni 1916 roku przy wzgórzu Cabeço. Dzieci odmawiały modlitwę, którą Anioł nauczył ich podczas pierwszego objawienia. Wtedy zobaczyły Anioła trzymającego kielich w lewej ręce. nad kielichem unosiła się hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i hostię zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął wraz z dziećmi i odmówili modlitwę[22]:

      „Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników”.

      Następnie Anioł podał dzieciom hostie i zawartość kielicha mówiąc:

      „Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga”.

      Potem schylił się aż do ziemi, powtórzył z dziećmi trzy razy tę samą modlitwę[23] (Wikipedia)
      2. Oczywiście, że Benedykt XVI nie sprawuje formalnej władzy, lecz jest wciąż żyjącym papieżem, co skutkuje tym, że mamy dwóch żyjących papieży. Przy okazji warto przypomnieć słowa Franciszka, który sam przyznał, iż często konsultuje się z Benedyktem.
      3. Pojawiające się widzenia senne podczas paraliżu sennego rzeczywiście są stałym elementem mu towarzyszącym. Jednak nie świadczy to o tym, że podczas sennego spotkania z Bogiem nie przebiega ono niemal identycznie, a to z racji silnej energii astralnej promieniującej od Boskiej postaci. Zapewne czytałaś, że moje drugie spotkanie nie było podczas snu, a przebieg paraliżu i widzenie były identyczne jak za pierwszym razem. Bóg swoim prorokom może objawić się pod dowolną postacią i równie w dowolny sposób może przekazać im objawienie, a może ono być: wizją senną, mową wprost tak jak Mojżeszowi, czy za pomocą symboli i zjawisk.

      Polubienie

  4. Mam troche niezwyklych podrozy astralnych za soba i moje zycie bylo dosc obfite w wydarzenia duchowe, rowniez te trudne, ciezkie i bardzo bolesne.

    Nie potrafie sobie wyobrazic jaka pycha sie wykazuje PP, twierdzac, ze Absolut go w ten sposob nawiedzil.
    Mysle latwiej bedzie wytlumaczyc to schizofrenia lub, moze delikatniej po prostu doswiadczeniem astralnym, ktore zostalo delikatnie mowiac nadinterpretowane przez Autora.

    Prosze chwilke sie zastanowic, w obliczu totalnej niewiedzy i zwiedzenia nas w tym trybie 3D plus iluzja czasu – czym jest Absolut, ktory ogarnia wszystko i przenika. Nawet nie wiemy co znaczy wszystko – to moga byc miliardy miliardow gatunkow zyjacych w cialach i duchowych… i ten oto absolut w paralizu sennym lub jakims innym jego rodzaju ukazuje sie PP i mowi mu „siedemnascie”. Bezbledny Absolut.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s